Przed warszawskimi sądami od 5 lat toczy się proces prowadzony przez mec. Giertycha o ustalenie, na jakich zasadach portale internetowe ponoszą odpowiedzialność za komentarze użytkowników. Sprawa była już dwukrotnie rozpoznawana przez Sąd Najwyższy. Przerobiono w niej wszystkie koncepcje, począwszy od chęci traktowania komentarzy jak „listów do redakcji” (co się nie przyjęło) po ustalenie, że portal odpowiada tylko jeśli na zawiadomienie użytkownika nie usunął treści.

Ostatnie rozstrzygnięcie z 30 września br. jest .. rewolucyjne i wciąż nieostateczne bo sprawa znów wróciła do ponownego rozpoznania. Nie ma jeszcze uzasadnienia więc trudno cokolwiek przesądzać, czy szczegółowo omawiać. To, co wydaje się pewne, to tyle, że sąd przerzucił ciężar dowodzenia o braku wiedzy o bezprawnej treści na portal internetowy. Wydaje się więc, że teraz to nie osoba pokrzywdzona komentarzem będzie musiała wykazać, że żądała jego usunięcia, a portal nie zareagował. Przeciwnie- to portal będzie musiał wykazać, że sam z siebie, nie zawiadamiany przez nikogo, nie wiedział o bezprawnej treści.

Takie podejście rodzi szereg pytań. Co jeśli portal ma automatyczny system usuwania komentarzy zawierających wulgaryzmy – czy to wystarczy? Co w przypadku gdy łączy automatyczne weryfikowanie komentarzy z ręcznym? To jedne z wielu pytań, które przychodzą do głowy. Szykuje się rewolucja. Po sporządzeniu uzasadnienia przez Sąd będzie można odnieść się do nich szerzej.