W ostatnim czasie w prawie Internetu zdecydowaną część uwagi poświęca się linkowaniu.

W połowie września Komisja Europejska zaprezentowała projekt zmian prawa w tym zakresie. Przewiduje on zakaz umieszczania w linkach zdjęć i tekstu, co ma być wyrazem troski o prawa wydawców. Co istotne, zmiana ma dotyczyć wszystkich artykułów z ostatnich 20 lat wstecz.

Co oznacza to w praktyce? Przede wszystkim wszelkiej maści agregatory informacji linkujące do treści i zamieszczające „przy okazji” kilka linijek artykułu lub zdjęcie z treści, będą musiały zawrzeć umowy licencyjne z wydawcami stron, do których linkują. Bez tego, ich działanie będzie nielegalne.

Problematyczne mogą być jednak media społecznościowe. Przy kopiowaniu linka np. na Facebooku, pogląd pierwszych zdań tekstu i zdjęcie zamieszczane automatycznie. Co więcej, to właśnie najczęściej sami wydawcy zabiegają o to, aby w okienku pojawiło się zdjęcie i chwytliwy lead, tak aby użytkownik zdecydował się otworzyć treść. Stoi to w poprzek z propozycjami KE, zgodnie z którymi każdy link powinien być ogołocony z jakichkolwiek wstawek, które naruszałyby prawa wydawcy treści, do której odsyła.

Zmiana już zyskała nazwę „podatku linkowego”. Projekt jest w toku prac więc jest za wcześnie, żeby cokolwiek przesądzać. W obecnym kształcenie przypomina jednak miecz obosieczny. Z jednej strony, wydawcy mogą zyskać finansowo. Wpływające opłaty za umowy licencyjne od linków niewątpliwie mogą podreperować budżet. Oczywiste jest jednak, że ogołocone linki są nieatrakcyjne i na pewno wpłyną na mniejszą klikalność. W e-świecie „naczyń połączonych” działających przede wszystkim dzięki linkom, projekt mimo wszystko przypomina …. odcięcie zasilania.