Mogłabym się śmiało założyć, że prawie każda spółka zajmująca się wdrażaniem programów komputerowych  spotkała się kiedyś z propozycją złożenia kodu źródłowego tego programu do depozytu. Jeśli się nie spotkała, to nie chcąc wydać kodu źródłowego na rzecz przedsiębiorcy, sama zapewne wyszła z propozycją depozytu.

Myślę, że można powiedzieć, że kod źródłowy jest kluczowym elementem systemu informatycznego. Jeśli przedsiębiorca nie ma do niego dostępu, w zasadzie program który otrzymał z dnia na dzień może okazać się bezwartościowy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której zawarliśmy umowę na wymarzony i dedykowany dla nas program. Program jest nowoczesny, zawiera wszystkie funkcjonalności o których marzyliśmy, świetnie sprawdza się w praktyce i wydaje się, że uwzględnia wszystkie nasze potrzeby. I nagle…. okazuje się, że brakuje w nim kluczowej dla nas funkcjonalności. Coś nie działa. Dane nie są pobierane, układane i szeregowane tak jak powinny/ coś się zawiesza/ coś nie jest kompatybilne z czymś. Zgłaszamy ten fakt wykonawcy, a ten a) ogłosił w międzyczasie upadłość  i zniknął z rynku b) odmawia usunięcia awarii c) twierdzi, że nie zmierza rozwijać już oprogramowania d) inna nieoczekiwana odpowiedź. Krótko mówiąc, zostajemy na przysłowiowym lodzie. Uregulowanie tego typu sytuacji w umowie, rozwiązywałoby cały problem. Przewidujący przedsiębiorca może przecież na etapie zawierania umowy, po otrzymaniu klasycznego: „nie zgodzę się na wydanie Ci kodu”, zaproponować, że zostanie on złożony do depozytu. Jednocześnie, myślący przedsiębiorca spróbuje – bazując na swojej wiedzy – określić katalog sytuacji w jakich miałoby nastąpić jego wydanie. Pisząc „katalog sytuacji”, mam oczywiście na myśli wszystkie sytuacje kryzysowe, kiedy przedsiębiorcy będzie potrzebny dostęp do kodu (np. wówczas gdy wykonawca odmówi usunięcia awarii albo zniknie z rynku). Na tym etapie trzeba być czujnym niby ważka ponieważ regulacje różnego rodzaju aktów prawnych mogą wchodzić nam w paradę i czynić wymyślone przez przedsiębiorców zapisy nieważnymi. Szczególnie ma to znaczenie np. przy upadłości, kiedy co do zasady umowy upadłego wygasają, a uprawnienie do odbioru kodu przejmuje syndyk.

Nieco problematyczny może być też wybór miejsca, w którym miałby zostać złożony do depozytu kod źródłowy. Często przedsiębiorcy zadają sobie pytanie, czy lepszy jest notariusz, czy skrytka bankowa, czy może spółka oferująca tego rodzaju usługi. Na to pytanie nie ma jednej, prawidłowej odpowiedzi. Każda forma depozytu ma swoje wady i zalety.  Obecnie, coraz więcej przedsiębiorców kieruje się tym, że prywatne firmy dają możliwość weryfikacji kodu pod kątem tego, czy jest kompletny, ma dobrą jakość, etc. Tego usługi nie zapewni bank, czy notariusz, a nikt przecież nie chce zostać oszukany i dowiedzieć się, że złożony przez wykonawcę do depozytu kod jest w rzeczywistości np. filmem klasy B.

Oczywiście, przy zawieraniu umowy depozytu trzeba pamiętać o całej masie szczegółów, np. aby wykonawca programu komputerowego aktualizował kod źródłowy (jeśli tego nie zrobi kod jest bezwartościowy), a także aby oprócz kodu złożył do depozytu całą dokumentację techniczną.  Inne zapisy dające większe bezpieczeństwo przedsiębiorcy są też mile widziane.

Instytucja depozytu ma przede wszystkim i w pierwszej kolejności być nastawiona na maksymalne zabezpieczenie przedsiębiorcy, który przecież nie chce zostać pozostawiony sam sobie w kryzysowej sytuacji. Jak wiadomo, umowy pisze się przecież na złe czasy.